Noooo to się kurwa porobiło, afera w pracy jakbym przynajmniej rozpierdolił firme!
W czwartek w południe przyszło do Nas 4 gośi KlONÓW w identycznych ciemnych mundurkach, z czarnymi identycznymni teczkami.Od tej pory dzien już nie był taki sam, Boss zresztą też. Starał się być dla Nich uprzejmy, a że tak rzadko stara się ukazywać światu tą strone swej osobowoście, więc Jego niewprawiona uprzyjmność byla powszechnie pojmowana jak groźba tylko znacznie bardziej zawoalowana niz jawne "spierdalajcie"
Trzech siedziało w gabinecie bossa, a co chwilę nasza firmowa krótka spódniczka donosiła do spichlerza kolejne kilogramy makulatury, itd, itp. Reszta firma próbowała się mniej lub bardziej skutecznie ulotnic na miasto. Czwarty klon sprawiał wrażenie jakby przyjechał tu na jakąs inhalację z firmowego powietrza, czy kurwa co? ciągle łaził bezużytecznie po korytarzach z komórą w dłoni. W każdym razie w takich przesranych klimatach dobiegł końca czwartkowy wieczór.
Piątek miał być MOIM DNIEM, miałem wpaść do firmy tylko na 2 godziny podrzucić klonom parę papierów, które miałem w domu, zwiazane ze sprawą nad którą ostanio pracuje z Frankiem, itp. gdy wstawałem S spała jeszcze, cała ciepła, rozkosznie ułożona w pościeli, ale nie było czasu na żadne poranne rżnięcie więc Jej nie budziłem i poszedłem pod prysznic. Między szybkim prysznicem a kawą, kawą a goleniem pozbierałem potrzebne papiery, na szybko wziąłem jeszcze kartkę i napisałem namiary na siebie i na Franka, gdyby były jakieś pytania itp. S przeciągnęła się nader zachęcająco, coś zamruczała.. Mój kutas mówil do mnie "zostań!", wziąłem drugą kartkę i napisałem parę słów do S, aby mogła je przeczytać po przebudzeniu. Odebrałem szybko napierdajaljacy mi w kieszeni wibracją telefon, i zabierajac to co miałem zabrac wyszedłem. (Obalając tym samym tezę, ze kutas rzadzi facetem)
W firmie boss ten sam, tylko klony inne. Już nie cztery, a dwa i jeden z nich był odmiennej płci, której apetyczna kobiecość mogla się co najwyżej już tylko napawać splendorem dawnej minionej przeszłości.
Rzuciłem bossowi dokumenty na stoł, zapytał jakoś podejrzanie - jak tam moje plany na dzisiejszy dzień ?( tak jakby mnie kurwa badał czy jest szansa, ze zapomniałem, że mam dziś wolne, no way!). Chociaż prawdziwych planów nie mogłem mu zdradzić za bardzo zadźwięczały dekadencką pieśnią triumfu, za to te które usłyszał z moich ust nabrały podejrzliwie niewymuszonej elegancji. Mimo to chrząknał, prychnął i mamrocząc coś w stylu "ok, ok, ok" zarządał, abym przed rozpoczęciem wspaniale rokującego weekendu podszedł jeszcze do pokoju gdzie
właśnie zapuszczał swoje korzenie nadgryziony czasem klon płci kobiecej i wytłumaczył Jej co jak i z czym, dał co mam dać, i w sumie to mogę spadać.
Łatwizna.
Siedziała w wielkich binoklach, nie pierwszej swieżości nad stertą rozłożonych papierów. Wyglądała " zaszłotygodniowo" a była dopiero 9 rano. Swoją drogą jeśli jej ranki są tak imponujace, to ciekawe jak strasznie musi wyglądać w nocy.?.
Burknęła coś, podniosla na chwilę oczy z nad makulatury. Rzuciłem dokumenty, powiedziałem co i jak. Dałem czas, aby się temu przyjrzała, poki jeszcze jestem. Zaczęła jednym powolnym rytmem przewracać kolejne strony dostarczonych przeze mnie papierów. Nie miałem zamiaru się temu przyglądać, postanowiłem iść się pozmagać z automatem do kawy i poźniej do Niej wrócić, by rozwiać wszelkie Jej ewentualne wątpliwości co do genialności naszej firmy;-). Baba i tak nie zwracała na nic uwagi więc równie dobrze mogłoby mnie tam nie być, Rzuciłem że wrócę za 20 minut ."Achaaa, bym zapomniał" - wróciłem do biurka i rzuciłem Jej jeszcze jak kropkę na "i" złożoną kartkę z namiarami do mnie i do Franka z którym razem pracujemy nad projektem "H".
-To na tyle, wrócę niedlugo- powtórzyłem i wyszedłem.
wwwrrrrrrwrrrr - znowu napierdala mi telefon w kieszeni wibracją, którą zapomniałem przełączyć na dźwięk.
- Morris, słucham - odebrałem z gorącym kubkiem kawy w ręku
- Morris!!!, co z tobą???!! co Ty kurwa wyrabiasz!?! -"przyjaźnie" zabrzeczał po drugiej stronie głos Bossa.
- ?????
- Oszalałeś!!? Chcesz spieprzyć cały projekt!
- Jak to co???! kurwa, kawe pije! o co chodzi? - (nie powiem, przez głowę przeleciało mi parę idiotycznych pomysłow, czy oby czasem klony nie wprowadziły jakiegoś równie idiotycznego jak sam ten pomysł zakazu picia kawy na kortytarzach , coś z tym guście, bo co do prawidłowości projektu "h" nie miałem żadnych wątpliwości, w każdym razie moją rozwijajacą się na potrzebę danej chwili schizę przerwał ryczący wkurwieniem głos
- do mnie Filip!!! Natychmiaaaast!!
W gabinecie Bossa, poza Bossem siedział roztrzęsiony Klon płci kobiecej, a roztrzęsienie klona przypominało geriatryczną pantonimę. Zanim zdązyłem zapytać "co z wami ludzi?" Boss rzucił na stól kartkę :
" Jak wrócę masz być cała naga i mokra
Jeżeli wrócę, a Ty będzisz ubrana spotka Cię za to straszna kara..
F. M "
Czy muszę dodawać, że po przebudzeniu S znalazła kartkę z namiarami na mnie i do Franka ?
Cudowny poranek, wszystko co tam powinno śpiewac za oknem spiewało, włącznie z jakims najebanym gościem pod blokiem, bogini sexu oralnego, piękna Julia, rozkosznie przeciągała się spiać jeszcze u mojego boku, S szczyt swojego neurotyzmu przechodziła od dwóch tygodni z dwa tysiące kilometrów ode mnie, u przyjaciółki w Manchesterze, a wstające słońce wielorością swoich barw było zapowiedzią nie mnij udanego dnia co nocy.
(pierdolić to,że poźniej padało)
Za tak rewalacyjne robienie laski bylem nawet gotowy wstać skoro świt i zrobić śniadanie. Miałem łapać za patelnie, gdy rozdzwonił się telefon
- widzę Morris, że bierzemy sobie wolny dzień , Cooo? - coś wrzasnelo do sluchawki
- kurwa co jest? mam wolne przdpoludnie!
- Nie kurwa, tylko szef, i nie przedpoludnie, tylko jest poludnie!, Zaraz się przekonamy Morris ile zajmuje pokonanie trasy urysnow-centrum. Musimy pogadać, zobaczymy czy dasz rade dojechac tu do wieeeeczoraaa.. Zapraszam na lunch za pol godziny- ostanie zdanie powiedzial zdecydownie spokojnie, ale może tylko mi sie wydawało, jak zapach fiołka przy gównie, zadziałalo kontrastem.
To tyle, jeśli chodzi o mój udany dzień.
Miało być śniadanie i seks, i jeszcze raz seks, no i jeszcze raz seks. No i może jeszcze seks? A byl lunch z szefem Ja pierdole takie zmiany. I kto kurwa przestawił ten jebany zegarek ?!
Gdy parkowałem porchaka w podziemnym garażu, dotrało do mnie, że szef rzadko żre lunch poza firmą, najczęściej pakował w siebie łapami jakąs kanapke przed monitorem, pogardliwie patrząc na tych co wolą bardziej w cywilizowany sposób, mówił, że lunch w tym zawodzie jest dla idiotów, ale jak już szedł to najczęsciej po to by "polać osbiscie wybrancowi czarną polewkę".
No to kurwa pięknie- myslę sobie- lunch z bossem, taki prawdziwy , będziemy używac widelca i noża, lunch dla idiotów, i to w restuaracji!. To nie wrózyło to nic dobrego.
Siedział i wcinał w najlepsze, gdy mnie zobaczył spojrzał ostentacyjnie na zegarek, złoty, wiekszy od mojego, z tarczą pełna bajeranckich wskazników, których nigdy przy takim trybie zycia nie będzie miał okazji wykorzystac, "głębokosc w metrach, czas zanurzenia, temperatura w 3 skalach, czas w paru strefach, no i oczywiscie upadki i wzloty nasdaqa.
- co tak długo Morris? zabłądziłeś haha?
- nie, na skrzyzowaniu podpieprzyli mi skrzydła
-Siadaj, zjedzmy coś i powiedz mi jak wyglada sytuacja z "xxx".
Przez około 15 minut nawijałem o planach korporacyjnego najazdu na xxx, a on słuchał i od czasu do czasu rzucał tylko przeciagłe "mmmm". Cała sytaucja jakaś popieprzona, równiez dobrze,a nawet lepiej mógl zapytać się o to samo w firmie więc sobie myslę - a co tam, pierdolić to, kobieta mi w domu stygnie, zero seksu, zero z planów z jajecznicy, jak ma się co dziać to niech się dzieje teraz, przynajmniej zdąże wrócić do łóżka, więc pytam
- ale chyba nie po to się tu umówiliśmy?
- masz rację, niezupełnie. Martwisz mnie Morris, znam cię parę dobrych lat, zycie osobiste wlazi Ci w butami do zawodowego (czyżby wiedział o Julii?, ale to bardziej ja Jej "włażę" i nie z butami, no i gdzie indziej;-))- kontynuował - zbyt wiele przebalnowanych nocy, zbyt wiele pogoni za laskami. Tracisz swój instynkt zabójcy! który tak sobie ceniłem.., bla bla bla bla blaaa..- o żes kurwa, jaaak za dobrych starych czasów, tylko wtedy miałem nascie lat , zamiast szefa siedział ojciec, treść zbliżona, tylko kontekst zupelnie inny.
W ramach "resocjalizacji" lecę na parę dni do Saint Tropez,(oczywiscie zawodowo, nie prywatnie), Czy to kara? , ba! I to jaka, bo o tej porze roku wszystkie najlepsze laski z Saint Tropez bawią się jeszcze w Paryżu...
Impreza z serii tych " wszyscy się kochamy i jesteśmy wspólnie na imprezie przed-noworocznej" musze dodawać, ze firmowej?
Zabrałem ze soba S, ale Ona nie czuje się dobrze na imprezach organizowanych przez moją firmę, irytują Ją te nasze Piękne Kolezanki.., ale z udawaną swobodą kreowała chaotyczne kompozycje żarcia na moim talerzu, nawet nie zauważyła, że wrzuca mi na talerz co chwilę jakiś inny kawał padliny, albo jakiś sałatkowy miszmasz.
Gdy skonczyła stałem z furą żarcia zza którego ujrzałem ją...........
Julia, nowy nabytek firmy, impreza przed-noworoczna była dla Niej również imprezą "inegracyjną". Oryginalna laska, z detalami zapamiętałem sobie jej biust oplątany ekscentryczną acz sexowną łuską z jakiegoś gada, nie wiem nawet jakiego , ale z pewnością wielkiego. Poza kontemplacją jej biustu odkrylem również, że ma nogi i nie nie byle jakie! , na nowy rok pozostawiam sobie ambitny plan odkryć czy jej piekna głowa służy wyłącznie do noszenia tych ciemnych pieknych włosów czy też pełni jakąs inną jeszcze funkcję, nie zebym tam mial zamiar rozprawiac z Nią zaraz o Rembrandt'cie ale bliska mi postawa epikureizmu każe uwielbiać bystre kobiety .. z bardzo bardzo hedonistycznych pobudek;-). Mówiąc krótko i życiowych doswiadczen, inteligencja zasadniczo wpływa na wyobraznie,a wyobraznia na jakoś sexu.
Postanowieni na 2007: rozpoznac behawioralnie intelektualną stronę pieknej Julii;-)
W piątek, gdzieś około 2 w nocy pieprznałem drzwiami porschaka, tak, że najpewniej pobliskim kotom popuszczaly zwieracze. Biorąc pod uwagę niecałe 9 stopni C zrobiło mi się jakoś dziwnie gorąco, więc rozchłestałem koszulę, pozbywajac się zapięc w pierszych paru guzikach i podciągajac rękawy po łokcie, wyciągnąłem z bagażnika szkocką którą zawsze wożę na takie lub inne nieoczekiwane okazje. Dla rozlóznienia rzuciłem jeszcze jakas KURWĄ czy tez inną równie poządaną kobietą w stronę księżyca i opierając się o auto zapaliłem juz spokojnie papierosa. Nigdy nie miałem ambicji stać chujem w garniturze, który elewacje swojego domu widuje głównie nocą. W takich chwilach do tego domu to mi się nie chce nawet wracać. Po syfie własnych myśli i po oproznieniu prawie pół butelki whisky poszedłem do domu. S spała, nie zapalałem światła, usiadłem przy Niej na łóżku i wsunąłem dłon pod Jej koszulkę przesuwajac po pośladkach. Dłon musiała być zimna, bo S podkoczyła jak na sprężynie i wrzasnęła zaskoczona „Filip!”, jakby się spodziewała przynajmnieju Fidela Castro. Gdy już przyswoiła który to z nas, zarzuciła ręcę na moją szyję i przyciągając w swoją stronę wpiła się w moje usta jak kotka, a przynajmniej na rozpalonym dachu. Jej ręce czułem już na swoim brzuchu... gdy sekund parę pózniej odepchneła mnie nagle od siebie rozprawiając mentosrkim pół krzykiem coś na temat gorzelni i jej zapachów mnieszajac w to mnie. Ja pierdolę – pomyślałem - o co tyle krzyku, to akurat nie jest najcięższy grzech w moim życiu, tym bardziej, że ni w chuja nie czułem się pijany – Złapałem Jej dłonie za nadgarstki i skrzyżowałem z tyłu na poduszcze zanurzajac się językiem w jej szyi, piersiach, brzuchu. Starałem się zignorować Jej bunt i udobruchać pieszczotami, które wiem, że lubi. Miałem również bardzo kurewską ochotę zerznąć jak mocno, a jednoczesnie nie mogłem się oprzeć wrazeniu, że wysmarowała się na noc jakąś kobiecą papką o smaku starej ryby, i zapachu słodkiego bliżej nieokreślonego, ale oscylującego w okolicach truskawek, aby zneutralizować sobie wątpliwe doznanie podniosłem z podłogi butelkę, i gdy tylko polałem jej brzuch, zanim whysky zdązyła spłynać na wzgórek łonowy S wyskoczyła z łóżka jak oparzona ryglując się w innym pokoju. Kurwa co jest?? - pomyślałem. Nawet wydawało mi się to zabawne, ale nie tak bardzo jak wkurwiało. Dość miałem tej Jej wypływajacej co jakiś biezrównoważony czas „ świętości” i przełamywania jej pojawijących się nie wiadomo skad i kiedy oporów :„ tak nie bo..", "w okres nie bo..", "nie da dupy po alkoholu bo.."
- skarbie, wyjdz
- wyjde jak wytrzezwiejesz, Filip jestes pijaaaaaaany!
- nie jestem nawalony, tak jak Ty myslisz, ze jest
- Nie wyjdeeee
- to jakas gra?
- co, prosze ????? – zapytała
Tak, chyba mnie pokopało, bo z całej siły przyrżnąłem w te drzwi, ze wyskoczyły z futryny i runęły z hukiem na środek pokoju, a wygladały na solidniejsze..
S siedziała na fotelu wbijając wzrok w podłogę, w każdym razie już nie protestowała. Odstawiłem butelkę z którą cały czas się nie rozstawałem i usiadłem na przeciw fotela, między Jej udami. Rozchyliłem je, jej cipka bez żadnych dodatków smakowała mi jak najlepsze danie z karty. W spodniach czułem, jak mój fiut robi sie z chwili na chwile jeszcze bardziej twardy, trzymajac za kostki i uda zsunąłem S do siebie na podlogę popychając jednoczenie jej tłów ku podłodze, oraz sugerując różnymi epitetami aby wypięła mocniej tyłeczek. Wypięła się, a ja tamtej nocy przerżnałe Ją na wiele sposobów. Byłem cholernie napalony. Jęczała, mruczała, od czasu do czasu po cichu myjękiwała „filip nie..” Póżniej leżała obok mnie na podłodze mokra od potu, spermy i swoich soków, drżała.. Podniosłem Ją, wziąłem na ręcę i zaniosłem do łożka, gdy ją ułożyłem w pościeli, zobaczyłem Jej twarz..
Jej oczy były zaczerienione od łez, łzy ciekły po policzkach, a same oczy miały wyraz, który trudno ująć w słowa – "głębokiego bółu" - Pochylony tak zastygłem nie mogąc oderwać wzroku. Czułem, że za tym spojrzeniem kryje się coś więcej niż tylko to co zaszło w nocy, mimo wszystko w tych okolicznościach kretynskie byłoby pytanie „co się stało?”. Nie zapytalem, zresztą nie musiałem, wyczytała w moich myślach ?, zaczeła mówić.,
Gdy miała 19 lat wracała po pólnocy do domu, otworzła drzwi i przemknęła szybko w stronę windy, drzwi zamykały sie powoli, tak aby uniknąć trzasku, zanim się zamknęły zdążył za Nią wejść „ON”. Parę kroków i był w windzie. Poczuła nóż na gardle, kazał się jej nie obracać. Nie pamięta jego twarzy, doskonale pamięta tylko gtamten zapach, jego zapach. Czuć było go intensywnie alkoholem .
- co dziś piłeś ?
- szkocką
- a więc to była whisky - Dziś Filip po raz pierwszy w życiu bałam się ciebie - czułam jego. – dodała po chwili ciszy.
Poczułem na twarzy mocny wymierzony mi policzek. To za mało, S mogłaby mi pysk obić a i tak nie byłoby to wstanie odkupić tego co Jej tej nocy przypomniałem.
Kurwa mać
Tego samego wieczoru chciałem do tego jeszcze wrócić, przeprosić, porozmawiac, kurwa cokolwiek..
Nigdy do tego nie wracajmy – urwała mi w pół slowa.
Skreślilem szkocką.
tydzień temu.
- XXX zaczyna dobierać się wam do dupy, a dotychczas mało groźne YY sprząta wam sprzed nosa pewniaka a Wy dalej bezradnie bładzicie jak dzieci we mgle, zgadza się ?- powiedział zamiast zwyczajowego "cześć",
- noo - odpowiedziałem mało elokwentnie, coż, trudno było zparzeczyć prawdziwe, ale huj z tym, ostanią rzeczą na jaką tego dnia miałem ochotę to właśnie była rozmowa z Gregorym.
-"i pewnie każdy z was oddałby własne jaja za "liste B"?
- " na pewno byśmy to rozważali - rzuciłem od niechcenia do słuchawki, tak, aby nie zorientował się, że wypowiedziane magiczne słowo przesunęły naszą rozmowę w mojej hierarchii z niezwykle nieważnej na interesujacą - jeszcze długie bezsenne lata minął zanim Ty będziesz w stanie zdobyć taką liste B przed terminem zero, a ja przypadkiem mam to czego Ty chcesz - kontynuował.., gdy przerwałem mu w pół słowa, - ok, więc dzwonisz, abym się dowiedzieć czy jesteśmy w stanie wyrżnąć sobie jaja , czy sugerujesz coś bardziej realnego ?- zaryzykowałem pytanie.- Wystarczy mi satysfakcja, że Ty Filip wiesz, że ja ją mam, Lista nie jest na sprzedaż - t r z a s k , odłożył słuchawkę. No nie powiem, wkurwiło mnie to trochę, a nawet bardzo i popsuło urok nastepnych paru poranków.
Z Gregorym znamy sie wiele lat. Razem startowaliśmy na tą samą uczelnie,na ten sam kierunek, na te same praktyki, do tych samych dziewczyn. I przyświecała temu wszystkiemu cały czas typowa samcza rywalizacja z serii bajek pt "kto lepszy", a gdy nie mieliśmy powódu aby z sobą rywalizowac to sobie go sami tworzyliśmy, Później nasze drogi rozeszły się. Gregory wyjechał do stanów, tam załapam się do jakiejść korporacji, ponoć nieźle mu szło, wspinał się po szczeblach tamtejszej chierarchii do czasu aż ktoś mu podłożył jakąś świnię, spadł i prawdopodobnie nieźle potłukł sobie dupę. Był tam spalony, wrócił do Polski, a że bystry z Niego chłopak, szybko się odnalazł w nowej rzeczywistości. Los, Bóg czy Huj wie kto tam tym wszystkim rządzi, w każdym razie temu "czemuś" musiała podobac się nasza "rywalka", bo tak pokierował przypadkiem, że usadził Gregorego w firmie z którą wspólpracujemy, a od czasu do czasu i rywalizujemy, na dodatek pełni w niej podobną funkcję do mojej.
Zawodowo jeszcze się nie spotkaliśmy, mimo, ze w kraju jest już rok czasu, prywatnie spotkaliśmy się dwa razy, pierwszy raz, to było na początku Jego pobytu, umówiliśmy się na chlanie, pogadac o starych czasach, ale było drętwo, Gregory prawdziwego alkoholu nie miał w ustach całe lata, jako wyznawca amerykańskich sikaczy o smaku i mocy szczyn końskich padł przy drugim drinku z naszej rodzimej wódki, a samemu pić to jakoś nie lubie.
Drugi raz to przypadek, spotkałem go w klubie gdy siedział przy stole razem z Naszą wspólną znajomą, z "W". To było z dwa miesiace temu. "W " znamy z lat studenckich, chociaż to za dużo powiedziane, gdy Ona przyszła na pierwszy rok, my zaczynaliśmy już piąty, ale trudno było Jej nie zauważyć, w każdej uczelni zazwyczaj trafiają się 2- góra 3 rasowe laski, chyba wiecie o czym mówię ?, w każdym razie u nas były takie dwie, jedną z nich była właśnie "W", Facetom fiut stawał na same wyobrażenie, o tym co Ona mogłaby z nim zrobić tymi swoimi zmysłowymi ustami. W każdym razie wtedy nikt z nas Jej zaliczył, co nie znaczy , że się nie staraliśmy. A pożniej to już my wyszliśmy z uczelni i zaczeliśmy swój pościg szczurów, podczas gdy sukowatość "W" dojrzewała dalej spokojnie w murach poczciwej uczelni. Gregory od czasu do czasu wypytywał o Nią ludzi, zalazła mu za skórę, ktoś nawet rozniósł plotę, że startował i dostał kosza.
Po paru latach spotkałem "W" na korytażu naszej firmy, pracowała chwilę dla Nas, wtedy też zaczął się tam ten nasz mały epizod ertotyczny, który skończył się, gdy dopadł mnie kryzys powszechnie rozumianej szczęśliwości w związku z S, a "W" wtedy wroila na łono rodzinne, do swojego świeżo poślubionego męża. Miała chyba do mnie słabość, uwielbiała być w łożku suką, zresztą nie tylko, poza łożkiem też, podczas gdy Jej mąż chciał widzieć ją w kreacji świętej Marii Magdaleny. W każdym od czasu gdy doszedłem do wniosku, że najwyższy czas na "the end" utrzymywaliśmy z sobą wyłącznie sporadyczny smsowy kontakt, w stylu co u ciebie? I tak rzecz się miała do tego wieczoru, gdy spotkałem Ja w klubie razem z Gregorym, a później to już poszło szybko. Nastepnego dnia dostałem smsa
tam gdzie zawsze?
o 20 - odpisałem
Byliśmy jeszcze w windzie gdy obróciłem ją i przyparłem twarzą do sciany, włożyłem rękę pod spódnice, chwycilem ją w kroku, byla cała mokra. Nie miała na sobie majtek, tylko same pończochy . "W" nigdy nie nosiła majtek, tzn nigdy od pierwszego naszego erotycznego spotkania, gdy jeszcze na ulicy, przed hotelem powiedziałem, aby je zdjęła, i zdjęła, od tej pory zawsze przychodziła bez majtek, a czy nosiła je poza naszymi spotkaniami?, nie interesowało mnie to. Minęły z trzy godziny, stała po środku pokoju i zakładała na nagie ciało sukienkę, powiedziała "do przyszłego piatku" ? , i chyba wyczuła, że nie jestem przekonany co trafności tego pomysłu, bo dodala "wiesz Filip, że zrobiłambym dla ciebie wszystko" . Rozbawiło mnie to, zwałszcza to "wszystko", podjąłem temat .
"wszystko ?, czyli napad na bank też wchodzi w grę ?, lub gdy powiem abys oberżneła jakiemuś gościowi jaja, to tez to zrobisz ?". podeszła, nachyliła się, siedziałem wtedy w fotelu i paliłem papierosa "wszystko" - powtórzyła powoli i prowokująco..
Mioniony piątek.
Sama podciagnęła spódnice do góry i stanęła w rozkroku opierajac sie o barek, nad którym wisialo wielkie lustro. Wypinała swąj piękny tyłek, gdy ja w tym czasie jedną ręką wdrażałem w nasze relacje prezerwatywią instytuację, Kurwa jak ja tego nie lubię!, a palce drugiej dłoni wkladałem w jej mokrą cipkę, po godzinie miała mnie jeszcze głęboko w gardle, gdy ja w tym czasie przypomniałem sobie naszą ostanią rozmowę.
-"pamiętasz co ostanio powiedziałaś przed wyjściem ? ". Wyjęła mojego członka z ust i powiedziała
-" tak, masz na myśli to co powiedziałam, że zrobię dla ciebie wszystko, Czy Ty chcesz mnie sprawdzić Filip?" zapytała i ponownie objęła go ustami.
-"tak, chcę" - wypaliłem po ższej chwili ciszy. Spojrzała mi w oczy nie przestając go ssać, więc kontynuowałem temat
-" potrzebuję pewne dane, ktoś ma je u siebie w komputerze, dam ci dyskietkę,a Ty je dla mnie ściągniesz, ? "
-"Ja??, Jak ??" -spojrzała ze zdziwieniem, albo z niedowierzeniem.
-"To Gregory, umówisz się z nim w Jego mieszkaniu, ma to na domowym komputerze, no i oczywiście On ma się o tym nie dowiedzieć, więc najlepiej ,.... aby spał" -
-"chcesz Filip abym go uwiodła?!???"
-"Ty to powiedziałaś"
cisza
cisza
-"dobrze, zrobię to dla ciebie, co to za dane?"
-" zapamiętaj, będą pod nazwą lista A"
W ten sam piątek, późnym wieczorem
- "hallo!"- zaspany głos Gregorego ryknął do słuchawki
-"co powiesz na to, Ty dajesz mi liste b, a ja spełnię Twoją erotyczną fantazję z czasów studenckich, i chyba nie tylko studenckich.."
-"????, Odpierdoliło Ci w tej pracy Filip!?, nigdy nie byłeś moją erotyczną fantazją! !?? "
-"Ooo żeś kurwa, ja nie o tym,... Lecisz nadal na "W"? "
cisza
cisza
cisza
-"co zamierzasz ? "
-" Mogę zrobić tak, że w sobotę wieczorem "W" przyjdzie do Ciebie sama, i bedzie chętna, co więcej nie będzie wiedziała, że Ty wiesz o tym wszystkim..Reszta zależy od ciebie, warunek jest taki, lista B u mnie w niedzielę z samego rana "
cisza
cisza
cisza
-"dobrze" - powiedział spokojnie.
-" Ok, teraz słuchaj uważnie, bo jest coś jeszcze, musisz wrzucić na swój pulpit jakiś dokument z danymi, które zatytułujesz 'lista A"
- "coo? "
- "nieważne, w środku może być program telewizyjny, lub przepis na bulion , wazne aby był wyraźny tytuł lista A, bo po co ma się dziewczyna stresować...
-"pojeeeebało cię Filip.."
Niedziela, 9 rano.
Na mojej poczcie Lista B.
No i Lista A , od "W" jakimiś pierdołami, które nawrzucał w nią Gregory.
Czasem wydaje mi się, że balansuje na
bardzo cienkiej linie. Włos sie jeży gdy pomyślę ile razy S była bliska odkrycia kolących w oczy dowodów zdrady. Ile razy przechodzila obok nich nie zdając sobie z tego sprawy, a później tak ot sobie wręczając mi jeden z nich, nieświadomie, zupełnie kurwa nieświadomie! uśmiecha się
Kiedyś myślałem, że to oznaka Jej małej spostrzegawczości, lub jak mawia D "chce być nieświadoma", z kobylasto wielkim akcentem na słowo "CHCE".
Wczoraj spojrzałem na to z innej strony.
Impreza - parapetówa u wspólnych znajomych, gdzieś około 30 osób, mieszkanie średniej wielkości nie więcej niż 100 m2, przy tylu osobach nie trudno jest się zgubić z oczu. Gdzieś około 3 męska cześć zgromadziła się z alkoholem wkolo stołu bilardowego, a żenska gdzieś kręciłą się rozproszona po kątach. Wykorzystałem moment i wyszedłem po "angielsku" na mały rekonesans balkonu (czyt: zajarać). Ciszą, spokój, żar papierosa, nic więcej nie potrzeba po tygodniu zapierdalania w firmie i pół nocy spędzonej w gwarze rozmów w tle z jakąś z wyciszoną bądź co bądź, ale mimo wszystko schizofreniczną muzyką, zalaną paroma porcjami alkoholu. Po pół godzinie zacząłem odczuwać wczesną jesień tegorocznego lata. Miałem już wejść do środka, gdy doszly do mnie strzępki rozmowy, z których wyodrębniłem swoje imię.
W międzyczasie S weszła z dziewczynami do pokoju do którego przylegał balkon, siedziały, popijały drinki, i zwyczajnie oddawały się babskim plotom o facetach, a że wszystkie były nieźle wstawione ploty nabraly bardzo
bezpośredniego charakteru. Przez chwilę zawahałem się, wyjść do nich, czy utaić tu swoją obecność. Kolejny raz padło z ust S słowo "filip" to zdecydowanie przeważyło za opcją numer 2.
Pobyt na balkonie wzbogacił mnie o wiedzę, że Lolitka Robiego doskonale sobie zdaje sprawę, że Robi posuwa na boku inna panienkę, wspominała o licznych napotkanych na to dowodach, ale woli przyjać opcję "nie wiem" dla swojej wygody i dobra dzieci. Mary daje dupy jakiemuś z dwudniowym zarostem, "I" używa wibratórów, bo Seba Jej niedogadza, zresztą co się dziwić facetowi, na boku obrabia 3 wymagające panienki więc naturalnie, że pała w domu nie chce mu już stać. Mag, blond wlosa Meg o twarzy anioła która pieprzy się z mężem nieobecnej "Ti", która od pół roku siedzi w Londynie na kontrakcie, "R", która chce być suką dla Pana, ale "Pan" nie chce mieć suki, więc "R" właśnie szuka nowego właściciela, zwłaszcza, że "niedoszły Pan" posuwa już Jej fryzjerkę, o czym "R" wie z smsów w Jego telefonie. Była jeszcze "Kinia" co Niemca nie chciala po zdradzie i wierzy, że Niemiec teraz bije pokutnie głową w progi katedry podczas gdy Ona czeka cierpliwie zmian które w nim zachodzą, aby móc wyrozumiale wybaczyć i bez wyrzutów sumienia dawać dalej mu dupy, a tymczasem o jedynym biciu Niemca o jakim mi wiadomo, to bicie fiutem w inną słowiańską urodziwą panną. I oczywiście S, moja S, kurewsko nieświadoma niczego S.
S jest przekonana, że :
" wiedziałaby gdyby "
" wyczułaby gdyby "
" wydałoby się gdyby "
" wpadłby gdyby "
" na dluższą metę tego nie idzie ukryć"
" On lubi kobiety, ale nie mógłby "
" Ufam mu "
Egoistycznie wolałbym oczywiscie, aby tego ostaniego slowa nie wypowiadała..
Pożniej opowiadały o dowodach zdrady na jakich wykładają się najczęściej faceci.
Sama klasyka. Nie chciało mi się tego już słuchać, ale po takiej akcji nie mogłem jak gdyby nigdy nic wejsć do pokoju, za dużo "wiedziałem" aby nie przyprawić którąś z nich o zawał serca. I pewnie stałbym tam dalej marznąć jak idiota, a w koncu i tak by się rypnęło gdyby nie to, że nagle ktoś otworzył niedaleko za krańcem balkonu okno, zza którego framugi wyłonił się po chwili ogolony łeb Seby.
I może to nie był najlepszy pomył, aby po paru drinkach przełazić na 10 piętrze przez balkon do okna obok, ale o 4 rano zazwyczaj rzadko miewa się dobre pomysły. Zostało to między mną a Sebem, oficjalnie do mieszkania wrociłem z orzeżwiajacego spaceru na którym to kurewsko wymarzłem. "I" ze szczerym w głosie zainteresowaniem
dopytywała w jaką stronę szedłem a skoro w prawo to czy widziałem "tą górę piachu" 100 m dalej, Kurwa jaka górę piachu! - pomyślałem- ale Ok, skoro szedłem w prawo to " widziałem " - odpowiedziałem, i szybko zmieniłem temat.
Szczegóły, diabeł tkwi w szczególach. S myśli, że jak nie znalazła żadnego smsa ( a wiem, że sprawdzala), pretensjonalnych śladów szminki na koszuli, zapachu kobiety w moim samochodzie - to ma wystarczajacy dowód na moją wierność, a dziwnym trafem stu procentowotowo wierni faceci, których znam mają najczęściej totalny pierdolnik w swoim otoczeniu, podworzą swoimi autami pachnące na 100 km koleżanki, uczynnie niosą ich zakupy pod próg, który nigdy nie przekroczą, pomagają przy faxie, czasem przewożą im jakieś meble, zostają za nie dlużej w pracy, dostają od czasu do czasu za to koleżenskiego całusa, który obsmarowuje niechcąco swoją czerwienią rant ich koszuli, lub pozostawia nieznaczący z pozoru ślad na skórze, a w domu wywołuje piekło i kwalifikuje faceta pod ścisłą obserwację.
S nigdy nie wyczuje żadnego innego zapachu kobiecych perfum w moim samochodzie poza swoimi, na dywaniku przy siedzeniu pasażera znajdzie tylko swoje ślady butów, w popielniczce nigdy nie znajdzie niedopałków papierosów z filtrem umazanym szminką, ani w telefonie smsów od innych kobiet, na koszuli nie doszuka się śladów szminki.
Zawsze mam gotowe, sprawdzalne alibi.
Od kiedy jestem z S dbam o każdy ten szczegól, najdrobniejszy szczegół na którym najłatwiej się wyłożyć. Wydawałoby się, że mam to wszystko dopracowane do perfekcji, a jednak tak samo jak nie istnieje ponoć morderstwa doskonałego, tak samo nie ma doskonałego kamuflarzu ....
Po nieprzespanej nocy obudziliśmy się z
3 godziny temu, parzyłem kawę na śniadanie, gdy S wyciskając w ręcznik mokre włosy spod prysznica rzuciła tak od niechcenia, że na stoliku leżą od piątku do mnie listy - mówi - jakieś rachunki z banku i mandat. Podchodze do stolika, fakt leżą, biorę do ręki, i czuję jak mrówki przechodzą mi po plecach
- Kurwa! Pieprzona poczta!! -cisnęło mi się na glo
- co mówisz skarbie? - dobiegł głos z łazienki.
- Nic nic, znowu rozsylają koperty wypchane reklamami - schowałem szybko do kieszeni niebezpieczną zawartość pozostawiając jedynie reklamówki.
Rachunek z banku pochodził z oficjalnie nieistniejącego konta, o którym naturalnie S nic nie wie, a które zalożyłem na tzw. czarną godzinę, gdybym jakimś trafem nie dysponowal przy sobie gotówką, bo nie ma bardziej żenującej wpadki niż wyciąg z konta w dłoniach swojej kobiety na którym jasno widać, że jakiegoś dnia o zalóżmy 21:00 płacisz parę stów za kolację w Gdańsku, podczas gdy oficjalnie i teroetycznie siedzisz tego dnia dupą na jakimś kolejnym ważnym posiedzeniu firmy w samym centrum Warszawy, Lub dostajesz mandat, z dnia tego i tego, z miejsca X za przekroczona prędkość taka i taka..Czy muszę wspominać, że tego dnia teoretycznie byłem zupelnie gdzie indziej ?. Teoretycznie zostałem dlużej w Londynie, praktycznie cały dzień spędziłem z KK w jednym z moteli położonych poza warszawą. Tego dnia mieliśmy iść z S na rocznicę ślubu do Jej siostry. S poszła sama, tą datę na pewno by skojarzyła..
Ciekawe ile razy miała te koperty w swoich dłoniach
Diabeł tkwi w szzczególach, ale Nobody is Perfect
New York - Miami - New York - Paryż - Warszawa. Trzy dni w New York, jeden dzień w Miami, pół dnia w New York i dzień w Paryżu..i Warszawa, a wszystko to na kurewsko szybkich obrotach z myślą, że jak coś spierdole to nie mam po co wracać, Boss urwie mi na bank jaja lub poderżnie gardło, oczywiście z dwojga złego wybieram drugą opcję, a egzystencja na obczyźnie też nie dla mnie, więc nie mialo innego wyjścia - musiało się udać i udało.
Jestem w Wa-wie, ale mój bagaż jeszcze nie, prawdopodobnie egzystuje jeszcze gdzieś w Calofirnii. W Miami miałem dwie godziny na powrotny samolot do New York, przerzuciłem bagaż, zaliczyłem urzędniczkę imigracyjną o atrakcyjnej aparycji i miałem jeszcze czas na mocną kawę. Pełen luz, a to już wtedy mexykancy musieli popieprzyć coś i nadać mój bagaż na inny lot, a niechżeee to kurwa mać!! Krajowy, nieduży samolot, siedzenia rozkładane tak, że swobodnie można było je rozłożyć do pozcycji horyzontalnej, spałem całe bite 3 godziny lotu.
Jazda zaczeła się dopiero na lotnisku kennedy-ego, kiedy zorientowałem się, że nie ma ze mną bagażu, pierdolić ubrania!, ale w nim było również 6 kilo dokumentów. Gadką gadką i namierzyli opcjonalnie "bagaż" ale co z tego, było już po ptakach, gdyz 3 kilo z tych 6 musiało dolecieć ze mną do Paryża i tam docelowo zostać w szufladzie faceta od takiego naszego miedzyfirmowego paktu a'la Ribbentrop-Mołotow. Wsiadka w pierwszą lepszą żołtą taxówkę, której kierowca na młot słowa poprawnie po angielsku nie potraafił powiedzieć, ale doskonale wiedział co to znaczy i propagował idee słowa "WOLNO". Wsunęłem mu przemawiajacy do wyobraźni zielony banknot, poskutkowało - wcisnął pedał gazu, parę minut i byłem pod bazą, zorganizowałem najważniejsze kopie i trzy godziny później siedziałem już w samolocie kierując się na Paryż, a tam kolejny młyn i parę godzin w przyciasnawych salach z kalkulatorem w miejscu mózgu.
Następnego dnia obudził mnie zapach świeżej kawy i smażonych jajek. Byłem w domu! We własnym domu z własną kobietą, która w swoim białym szlafroku pachnąca waniliowym bnalsamem niosła mi do łóżka śniadanie, tak właśnie tego ranka wyobrażałem sobie, ze wygląda Raj.
Zapragnałem, aby zostało już tak na zawsze, zapach wannilii, S, i ta domowa jajecznica. Sex nad ranem z własną narzeczoną wydał mi się najbardziej zajebistym zdarzeniem ostanich tygodni. Czułem się jak w domu, na swoim miejscu. Tak, tego chciałem.
Stan ten utrzymywał się aż do czasu gdy odpalłem kompa i zacząłem przeglądać pocztę, i wraz z ta czynnoscią cała poranna domowa idylla poszła w piiiizdu za jednym zamachem! Na ekranie w formacie jpg. prężyła się przede mną piękna znajoma O. calusienka naga.. a w domu zaczęło śmierdzieć jakoś dziwnie jajkami..
Di to stara znajoma, chociaż właściwie ta laska ma dopiero 21 lat, i przymiotnik stara do Niej nie pasuje,
chyba, że mówiłby to Linda, dla którego 17-stka to stara dupa jest. Di poznałem dwa lata temu, krótki nieznaczący epizod, 4 miesiące temu powtórka z rozrywki i kolejnego którtkiego epizodu.
Wczoraj wieczorem ktoś wysyła mi z uporem maniaka strzałki, myślę sobie co -za deblil!- podkurwiony po czterech kolejnych sygnałach dla swiętego spokoju - oddzwaniam, w tym czasie obok mnie siedzi S i popija kawę. Zanim zdążyłem coś powiedzieć słyszę w sluchawce głos Di
- Filip musimy porozmawiać, to bardzo ważne dla mnie
- Tak szefie, jutro o 14 podrzucę to tam gdzie ostatnio- ucinam rozmowe.
S. odkłada filiżankę ze stukiem na podstawek, świdruje mnie wzrokiem. Mówię, że to boss tracił zasięg. S łyka historyjkę jak chłodne piwo w gorący dzień.
13:45 następnego dnia.
Podejżdżam pod restaurację w której Di zasuwa z tacą. Najpier przez parę minut męczę się gdzie zaparkować samochód, zlot małych blaszanych poobijanych głownień blokuje cały parking, gdy w końcu mi się udaje, i docieram na miejsce, okazuje się, że Di jeszcze nie ma. Siadam w zacisznym rogu przy stoliku, nic nie zamawiam chociaż piersiasta kelnerka z wdziękiem pieje hymny na temat tutejszej kawy, zapalam papierosa i kurewsko niecierpliwie czekam dalej. W najgorszych snach widzę Di przetaczajacą się przez próg restauracji z wielkich ciążowym brzuchem- na tą myśl ściska mi żołądek.
Wchodzi, spodnie, dopasowna bluzka odsłaniająca pępek, wlosy związane w dopracowanym starannie artystycznym nieładzie, na nogach glany, cholernie pieknie szczupła z płaskim jak decha do prasowania brzuchem - ścisk w żołądku puścił i od razu zachciało mi się kawy. Zamawiam dwie filiżanki i dzbanek, siadzimy tak na przeciw siebie i gadamy o pierdołach, lecz mi to nie klei, bo cały czas zastanawiam się do czego Di zmierza. Nudzi mnie już ta gadka, zaczynam tylko patrzeć, ma ładną twarz, delikatną, duże ciemne oczy, póżniej zatrzymuję wzrok na Jej piersiach, wyglądają jakby miały rozsadzić cienki materiał bluzki - dziwię się sam sobie, że tak w zasadzie to nie mam nawet na nie ochoty. Di posuwa za dużo pierdół, pyta o banały, gdybym chciał się wygadać umówiłbym się z psychologiem, lub zadzownił do któregoś kumpla. Czuję, że tracę czas.. i żebym chociaż miał ochotę Ją zerżnąć- myślę - a tu kurwa nic. Zaczyna drażnic mnie Jej nadmierna gestykulacja, dziwne, ale wcześniej nie zwracałem na to uwagi.
Olewam fakt, że wyjdę na chama, przerywam jej słowotok i proponuję, aby przeszła do meritum sprawy. Urażona spogląda na mnie, zapada chora cisza, parę chwil później wyjmuje z torby biała kopertę i kładzie ją przede mną robiąc gest głową, który sugeruje: otwieraj. Otworzyłem i czytam, im dalej czytam, tym bardziej nie wierzę. Zaczynam doceniać Jej poziom wyobraźni. Ostatnia linijka " (...)każda wspólna chwila przynosi szczęście, lecz to co nastepuje po niej przynosi tylko ból, ten twój dystans i milczenie tygodniami(..)Wybacz Filip, ale nie mogę oddawać mojego ciała meżczynie, który rani moje serce. Nigdy już nie możesz dotykać(..) Składam list i jedyna myśl w mojej głowie po jego lekturze to taka, że jest zasadnicza różnica między Nie Chcę, a Nie Mogę, i chociaż w zasadzie od początku nie miałem ochoty kolejny raz Ją przelecieć, to automatycznie pojawiła się pokusa, aby udowodnić Di, że się myli i Mogę.. Zastanawiam się czy zrobimy to w porschaku na zadupnym parkingu, czy też mam zabulić trochę kasy w hotel obok, jednocześnie w myślach lokalizując prezerwatywy. Jedną dłonią dotykam jej palców, a drugą jej policzka, doskonale wiem co powiedzieć, aby za chwilę móc poczuć zapach Jej cipki. Zaczynam odczuwać samczą satysfakcję widząc jak jej wola powoli słabnie, przybliżam się i mówię :
- żle Di lokujesz swoje uczucia, znajdź sobie porządnego faceta, bo w relacjach damsko męskich kawał ze mnie skurwysyna, dla mnie to była tylko zabawa nic więcej..
Patrzy na mnie w osłupieniu, po czym rzuca we mnie "świnią" i wybiega z płaczem. To byloby więc na tyle w kwestii tej znajomości. Postanawiam następnym razem nie być tak szczerym, bo w końcu kiedyś jako przyszły 70-latek, który będzie mógł już tylko pomarzyć o bzyknięciu mogę sobie takich minionych chwil szczerości nigdy nie darować, trzeba więc kurwa myśleć przyszłościowo ! , tak mawia mój boss, ale to już zupełnie inna sprawa..
A życie dalej zapieprza kołem po swoim torze, tylko, że do typowej ramówki dnia doszedł mi wczoraj wieczorem jakiś kurewski dół egzystnencjonalny..
Jakaś kurwa kumulacja energii, czy co!?!
Najchętniej to spożytkowałbym ją jakoś fizycznie, tylko nie ma czasu, gdzie..i jak.., może jakiś rower ?..czy coś innego, może w piątek na sztuczną ścianę zaciągnę któregoś. Od miesiąca nigdzie nie byłem tylko auto - biuro- samolot - spotkania i tak wkolo. Jak posunę tak jeszcze drugi miesiąc to dupa przyrośnie mi do siedzenia
Jest godzina po 23, a ja siedzę w firmie z własnego wyboru - chyba mnie pogięło!? Siedzę tu od 9 z rana, robię setki jakieś bzdurnych rzeczy, o których za miesiąc nikt nie będzie pamiętał, a już na pewno nie będę pamiętał o nich ja, bo będę wtedy pewnie robił setki innych głuopich rzeczy
Do tego AN moja asystentka, caly dzień łaziła w kiecce która wygląda tak, jaby żywcem sciągnęła ją z tyłka Britney Spears, oczywiście tej Spears sprzed ciązy. Wchodzi do mnie i coś mówi, coś kładzie na biurku, i dalej szczebiocze, a ja NIC! Myślę sobie,- no to kurwa suuuper! - pare dni z rzędu pracy po nocach popijanych whyskaczem i siadła mi percepcja!
Za parę chwil pojawia się w drzwiach Frank z raportem, w tym samym czasie ponownie wchodzi sukienka, znowu coś mówi, znowu gestykuluje, a za każdym razem gdy gestykuluje, material sukienki coraz bardziej uwidacznia jej duże krągłe piersi, kładzie coś na biurku i wychodzi.
- Filip, kurwa!, ty wiesz o czym Ona do nas mowila? - pyta Frank z oczami na wierzchu
a mi na gębie w odpowiedzi maluje się wielki uśmiech bo oznaczać może to tylko jedno - z moją percepcją jest wszystko w najlepszym porządku..
O 20 wychodzi z pracy znaczna większość ludzi, ja gadam przez telefon, o 21 wychodzi znaczna większość z pozostałej znacznej mniejszości która wtedy została, o 21:30 wychodzi Boss z Frankiem, ten na odchodne mruga do mnie znacząco okiem spoglądajac jednocześnie na odwróconą do nas plecami sukienkę, która ma coś jeszcze skończy więc zostaje sama ze mną.
5 minut później po sukienkę przyjeżdża windą Jej francuski narzeczony, Dobra myślę sobie - i tak po ptakach, więc może w końcu się skupię i efektywnie popracuję - puszczam sukienkę do domu - i zaczynam kończyć za nią wklepywanie ostanich danych. W całej firmie jestem tylko ja, portier na dole, kompletna cisza i spokój, nikt i nic pierwszy raz tego dnia nie zaburza mi percepcji.
Wraz z wciśnięciem enteru dostaję sma od Franka:
-" ? "-
-"poszła"- odpisuję
15 minut poźniej - biip biip - kolejny
sms od Franka, tym razem tasiemiec z treścią wykazu statystycznego:
"-10% kobiet uprawiało sex w pierwszej h randki
-20% meżczyn pieprzylo sie w jakimś nietypiwm miejscu
-36% kobiet akceptuje swoja nagość
-45% k. mialo sex analny
-75% k. preferuje poranny sex.
-90% k lubi sex w lesie
-98% k nigdy nie kochalo sie w biurze
Wnioski: Statystystycznie latwiej o sex analny wczesnym rankiem z nieznajomą kobietą w lesie niż o udany sex w biurze pod koniec dnia "
Po 5 minutach kolejny sms:
-" nigdy Morris nie zostawaj do późna w pracy, o tej porze i tak nic dobrego tam ci sie nie przydarzy. Z pozdrowieniami- Twój przyjaciel Frank :-) "
Słodki domek na przedmieściach
Ciechanowa, duży stół w salonie a wkoło niego my - czyli S odststawiona tego dnia jak "stróż w bożeciało", Jej matka, ojciec, dwoje rodzeństwa, no i oczywiście ja. Wszyscy wyglądamy na cholernie szczęśliwch jak świeży import prosto z reklamy pasty do zębów! Gadka szmatka i takie tam posuwanie tematu byle jechałooo od samego rana.
Co chwilę dyskretnie zerkam na zegarek, kurw mnie strzela!, gdy widzę, że wskazówki przesuwają się tak wolno. Moja przyszła - niedoszła teściowa proponuje kolejną kawę (pewnie z nadzieją, ze mi siądzie pikawa i tym sposobem wybawi S od roli mojej przyszłej potencjalnej żony):-)
Kawe przeżyłem, więc wytacza kolejną armatę -proponuje, abyśmy zostali do jutra! S wie, ze nie mam planów bo promocyjnie dostałem od Bossa dwa dni wolne, wie bo siedziała wtedy na moich kolanach gdy dzownil. W tych okolicznościach S z entuzjazmem zgadza się na propozycję matki. Myslę sobie- jesteśmy udupieni ! - ale mózg pracuje nadal, dawka kofeiny robi swoje - jkfhewijfrec !
Przepraszam towarzystwo, przeciskam się między stołem a biesiadnikami i udaję się do kibla. W kiblu wyjmuję telefon.
WC dzieli ścianę z kuchnią więc za chwilę wyraźnie słyszę jak po kuchni ksząta się teściowa, nie ma więc możliwości, aby dryndnąć do Franka lub Seba i spokojnie wytłumaczyć plan, co i jak. jednym słowem stary schemat, nie raz testowany. Wysyłam smsa -" zadzwoń za pół godziny, 100% improwizacji, S.O.S " -wysyłam. Wracam happy do stołu, po drodze kładę telefon na szafkę, aby mieć argument by odejść spokojnie na bok gdy zadzowni. Siadam, Kłade pod stołem rękę na kolano S i dalej posuwam gadkę czekajac cierpliwie na wybawienie.
dryn ! dryn! dryn ! dryn!
- tak słucham- mówię
- co ty znowu kurwa odpierdalasz ? - wita mnie Frank.
-niemożliwe? jak to się stało?, zgłosiłeś to na policje, ilu ich było?
(cisza pod rugiej stronie słuchawki)
- jasne, niedługo będę - kończę
rozmowę.
Z ŻALEM rozstaję się z rodzinną sielanką...i jeszcze przed północą ląduję z Frankiem w nocnym clubie, w towarzystwie dobrego wuja Johnnie Walkera i długowłosych sióstr nimf. Życie rodzinne potrafi być piękne ! ;-)
Wczorajszym popołudniem nic nie
zapowiadalo takiej udanej nocy. Wszelkie plany waliły się na łep i szyję. Boss chodził wkurwiony i wkurwiał wszystkich wkoło, a następnie ci wkoło wkurwiali innych wkoło siebie itd, itd- co dawało zamkniety łańcuch kolczasty. Prawie do 22 odwalałem swoją job, umilając sobie ten czas kolejnym papierosem.
Aż odebrałem smsa od Franka, że KK siedzi w knajpie w centrum razem z brunetem, oczywiście nikt gościa nie zna. Frank siedzi parę stolików od nich.
Od razu nabrałem sił witalnych i entuzjazmu - perspektywa rywalizacji potrafi czynić cuda!
W ciągu następnych 15 minu siedziałem gotowy w swoim Porsche na parkingu przed firmą łgając do słuchawki Bossa,
o nagłych prorytetach i fakcie, że każda moja godzina vel dwie w firmie dłużej przyniesie więcej strat niż potencjalnego zysku. I musiałem być w tym cholernie przekonujący, bo jeszcze co rzadko mu się zdarza - przyznał mi racje.
Prysznic, mocna kawa i jazdaaaa
W knajpie rzeczywiście siedziała KK z brunetem. KK jak zwykle zachwycająco piekna, co jeszcze bardziej zmobilizowało mnie, swoją drogą moja mobilizacja zawsze jest proporcjonalna do urody kobiety z którą się spotykam.
W rogu siedzi Frank.
Wchodzę rzut oka na salę. Idę w stronę kumpla
i
KK uśmiecha się do mnie, entuzjazm na Jej twarzy, zaprasza mnie do stolika.
Myślę sobie "kurwa co jest!, nie tak zachowuje się kobieta, która jest z facetem na nazwijmy to randce.
Ale siadam, macham na Franka, bo co mi tam, skoro już jest tu nas troje to i od czwartego łeb nie rozboli. KK przedstawia mi bruneta
-" Tato to Filip Morris, Fillp to mój Ojciec"
pip
pip
pip
Mózg pracował na najwyższych obrotach
i nic logicznego nie wymyślił poza jednym -KURWA JAK TEN FACET ZAKONSERWOWANY!- bo logicznie zakładając skoro KK ma lat 30, to On nawet gdyby machnął Ją w wieku nastoletnim, to i tak musi mieć około 50, a wygląda na 36, nie więcej!
Cały wieczór Ojciec KK maglował mnie tak jakbym miał w tą niedzielę zostać Jego zięciem, poza tym rozmawiamy o firmie, businessie, gospodarce i polityce. Dobrze zapowiadajacy się wieczór-rozpieprzony w kawałki. Przed moimi oczami co jakiś czas migaly ponętne sukienki w kawiaty, koła, kwadraty, czy jakieś tam orientalne wzory, ale nawet nie śmiałbym zatrzymać oka na dłużej pod taką czujną inwigilacją. Nawet KK przestała mi się już tak podobać. Wieczór też nie taki,
bo brak rywalizacji?
Frank, stary dobry, sprawdzony kumpel.
Nie zapomniał o Morrisie, gdy rwał laseczkę przy barze, zawinał się i z WC zadzownił do mnie, improwizując Bossa, co właściwie miało tylko znaczenie dla moich " słuchaczy ", abym mógł "grzecznie" wymknąć się z tej udręki. Udało się.
Wracałem do domu, na skrzyzowaniu stała S. Mówię -wskakuj!- wskoczyła , pojechaliśmy do mnie. I byłbym kompletnym chamem, gdybym uznał ten wieczór.. za nieudany;-)
Ładna blondynka , wiek 22 lata. Taka w typie Jessici Alby. Pracuje w naszej firmie od pól roku jako asystentka menadżera. Ubiera się bartdzo kobieco, lecz z klasą, wie ,że praca to praca i czasem wymaga sie tu, aby kobiety zakładały majtki. Moje kontakty z Nią były dotychczas bardzo ograniczone, ktoś mi ją kiedyś przedstawił, póżniej zdawkowe rozmowy w "biegu", raz spotkaliśmy się przypadkiem na stacji Orlen i tyle.
Męska część załogi próbowała parę razy Ją wyrwać, przy okolicznościach imprez, czy wspólpracy. Zero reakcji, panna nie wzruszona, szybko zyskała ksywę "żelaznej".
W zeszłym tygodniu. Jakiś pechowy kurw chcial, aby prąd wysiadł w firmie na 15 minut. Traf natomiast chciał abym w tym czasie znalazł się razem z blondynką w windzie. Nawiązała się rozmowa, takie tam o bzdetach, w każdym razie było w tej rozmowie jakies "mocne oh".
Kolejny traf nadarzył się niepełny tydzien później, Żelazna wzieła jakieś dokumenty, okazało się, że są pilnie potrzebne na wieczór. Podjechałem do Niej po nie. Zaprosiła mnie do środka. Poczęstowała kawą, rozmawialiśmy, o sprawach zawodowych, po chwili płynnie przesliśmy na bardziej prywatne tematy.
Nie miałem przy sobie zegarka (nota bene rozpieprzył mi się tego samego dnia o chodnik). W Jej domu nigdzie nie zauważyłem czasomierza, a że wieczorem miałem spotkanie z szefem więc wyłożyłem komórkę, aby sprawdzić czas. Żelazna Blondynka zrobiła wielkie oczy, i powiedziała ,że marzy o takim telefonie !. Prawiła o tym przez około 10 minut. Wtedy postanowiłem zadać "śmiertelne" pytanie, co miało uśmiercić, albo naszą znajomość bo dostanę w gębę i będę dla Niej gnojem numer 1 w firmie, albo uśmierci mit "Żelaznej". Zaproponowałem za ,że za numerek ze mną dostanie telefon.
Chwila ciszy. Czekam aż dostanę po gębie.
Usmiechnęła się, rozpuściła swoje blond włosy, wstrząsajac przy tym kokieteryjnie głową i powiedziała slodko -"dobrze".
Przybliżyłem się, myślała, że chcę ją pocałować, przymrużyła oczy. Powiedziałem- "szanuj się mała, bo na dobre Ci to nie wyjdzie "
Gdy wyszedłem pomyślałem sobie frajer ze mnie, w końcu fajna z Niej dupa , do tego ten "mit" dodawał pieprzu sytuacji, ale niestety nawet Ja mam swoje zasady . Nie kręcą mnie kobiety które dają dupę za komórę.
Jak to mówi mój kumpel, na takie laski to jeszcze jesteśmy za młodzi, za przystojni i za bogaci ;-)
KK miała na sobie krótką sukienkę, odłaniającą Jej opalone uda.
Pierwszy raz spotkaliśmy się tak zupełnie prywatnie.
Dam sobie głowę uciąć, że nie miała nic pod tą przewiewną sukienką w kolorowe kwiaty.
Życie ma to do siebie, że bywa pięknę ...
Gra ze mną, uwodzi, zbliza się , abym poczuł Jej zapach, później wycofuje się i siada tak, że widzę całe Jej uda .
Później wstaje i gada o projekcie.
Góra 2-3 dni i będzie MOJA. To się wie..
Kurwa to naparwde mało faja rzecz , gdy Twój najlepszy kumpel stacza się . Dzwoni przyjeżdżam, wita mnie w drzwiach z butelką absolwenta . Gadamy pól nocy, papierosów cała poplieniczka, w pokoju dym, uchylam okno. Jego małżeństwo pieprzy się, firma pada, On pije, pada bo pije ,pije aby zapomnieć, nie myśleć, każdy gówniany powód jest dobry.
O 4 rano wracam do domu , czuję się równie główniano , wspominam studenckie czasy, gdy były jakieś marzenia, chciało nam się czegoś więcej. Niby jest ok, niby udało się, niby mu i mi , a jednak kurwa jakoś tak głowniano. Mam kaca duszy.
Generalnie to nie pije alkoholu w srodku dnia, bo za środek dnia można spokojnie uznać 14:45, dzis robię wyjątek na wlasna potrzebę chwili , otworzyłem butelkę koniaku .
Przed chwilą odłożyłem słuchawkę . M jak zwykle , a Ja? Trzeba być w końcu kurwa stanowczym rozmowa nie trwała dłużej niż minute.
Czasem mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Dziś tak mam, chwila słabości, w której byłbym zdolny kupic mały domek nad morzem i zamieszkać tam z S, a może takie myślenie świadczy,że odbija mi, lub starzeję się..
Wczoraj zakończyłem definitywnie relacje z K. nie pociągała mnie już, zbyt słodka, zbyt akuratna, zbyt , no właśnie ZBYT..
D. mhm, D dla odmiany jest mężatką, wysyła mi sygnały tak jawne, ze okręt na pełnym morzu rozpoznałby je z setki mil .Ignoruje je, specjalnie?, sam nie wiem. Podgrzewa Ją (tłumaczę sobie), a może mi się po prostu już kurwa nie chce..
Jest jeszcze niedawno poznana KK na horyzoncie, tak KK ma w sobie "te coś"
Wspólpracujemy razem od miesiąca. Nie jestem za pakowaniem się w takie relacje w pracy tu i bez tego jest dużo zamieszania, ale...
To może jednak ten domek!?
Ciężka praca i 100 % zaangażowanie dają pieniądze, satysfakcje i sukces. Wszystko to razem daje coś jeszcze bardzo istotnego - WŁADZĘ, tylko pojawia się małe ale na co komu ku... władza jak na rządzenie nie ma się wtedy już czasu.
skomentuj (1)
Rzuciłem palenie, w czym najlepsze jest to, że teraz mogę sobie spokojnie zapalić
Aha, bym zapomniał : Witam w moim virtualnym świecie.
Filip Morris.